Gminne sekrety

Zgodnie z wytycznymi ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym Kowalscy udali się do urzędu gminy, aby uzyskać miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego i ustalić status swojej działki określony przez władze lokalne. Modlili się, żeby znajdowała się ona na terenie przeznaczonym pod jednorodzinne budownictwo mieszkaniowe, gdyż podejrzewali, że „plany zagospodarowania przestrzennego są praktycznie nie do ruszenia. Zmiana przeznaczenia terenu bądź wyłączenie go z gospodarki rolnej czy leśnej, to prawie sprawa nie do załatwienia. Architekt miejski czy gminny to bóg i car, który, jak będzie chciał to da lub nie. I nieważne jest uzasadnienie”. Odczekawszy swoje, gdyż biurokracja ma swoje prawa, Kowalscy uzyskali ten bezcenny dokument lokalizacja ich działki okazała się optymalna, chociaż pewną niechęć wzbudziła w nich konieczność dostosowania swych planów do wyznaczonych przez gminę linii zabudowy, stylu architektonicznego czy wskaźników intensywności zabudowy. Teraz mogli wystąpić z wnioskiem o określenie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu. I ponownie poraziła ich „niekompetencja urzędników, bałagan w urzędach” oraz „zbyt długie terminy oczekiwania na wydanie decyzji”. Zastanawiając się nad celowością narzuconych im minimalnych parametrów i odległości między obiektami na działce, przystąpili do opracowywania projektu budowlanego.

Both comments and pings are currently closed.