Archive for the ‘Bez kategorii’ Category

Materiał

Najbardziej popularne są obecnie grzejniki stalowe. Dzięki małej akumulacyjności cieplnej dają się dobrze sterować. Ze stali wykonywane są grzejniki płytowe, konwektorowe, łazienkowe i rurowe. Kupując grzejnik stalowy, należy zwrócić uwagę na sposób jego zabezpieczenia przed korozją. Warto sprawdzić, czy warstwa zabezpieczająca jest jednorodna i ciągła, czy nie występują odpryski lakieru, czy lakier ma odpowiednią twardość. Dobra jakość grzejnika i odpowiednie zabezpieczenie antykorozyjne zapewni jego dłuższą żywotność. Do niedawna powszechnie stosowano grzejniki żeliwne. Dzięki dużej wytrzymałości na ciśnienie i odporności jia korozję nadal z powodzeniem stosuje się je tam, gdzie panują niekorzystne warunki (np. zwiększona wilgotność i zła eksploatacja instalacji). Duża akumulacyjność cieplna grzejników żeliwnych z jednej strony niweluje zakłócenia zmian temperatury zasilania (występujące w instalacjach z kotłem na paliwo stałe), z drugiej zaś utrudnia sterowanie ilością ciepła oddawanego do pomieszczenia. Wadą grzejników żeliwnych jest ich duża masa. Grzejniki aluminiowe są lekkie i odporne na korozję. Dobrze przewodzą ciepło i dają się łatwo regulować. Ich dodatkową zaletą jest rozbudowana powierzchnia wymiany ciepła. Grzejników aluminiowych ze względu na plastyczność aluminium nie należy instalować w miejscach, gdzie narażone są na uszkodzenia mechaniczne oraz w pomieszczeniach, w których występują pary wchodzące w reakcję z aluminium. Nie nadają się do instalacji miedzianych (chyba, że stosuje się inhibitor).

Sposób wymiany ciepła

Grzejniki konwektora we oddają swoje ciepło prawie w całości przez konwekcję, czyli unoszenie. W grzejnikach płytowych i członowych mamy do czynienia z dwoma rodzajami wymiany ciepła przez promieniowanie i konwekcję. Jeśli w pomieszczeniu mają przebywać osoby cierpiące na alergie powinno się instalować w nim grzejniki płytowe, gdyż większą część ciepła oddają przez promieniowanie nie powodujące podrywania cząstek kurzu. Łatwiej również utrzymać je w czystości, dlatego zalecane są do obiektów o zwiększonych wymaganiach higienicznych (np. szpitali, żłobków, przedszkoli).

Polka wykonawcza

Po ustanowieniu kierownika budowy i inspektora nadzoru inwestorskiego oraz zawiadomieniu odpowiednich władz, przystąpili do budowy domu. Postawili tablicę budowy, zakupili dziennik budowy i w poczuciu, że najgorsze minęło, skoncentrowali się na kwestiach techniczno-budowlanych, ponieważ budować zamierzali systemem gospodarczym. Szybko okazało się, iż kierownika budowy i inspektora nadzoru obdarzyli nadmiernym zaufaniem. Niezapowiedziane wizyty na placu budowy kończyły się niemiło: robotnicy w stanie pomroczności, a prace wykonane w sposób odbiegający od reguł sztuki budowlanej i nieterminowo. Kierownika budowy zaś nie sposób było odnaleźć, gdyż nadzorował jeszcze kilka innych budów. Zwalnianie niesolidnych ekip i zatrudnianie nowych pociągało za sobą ogromną stratę czasu. Każdorazowo Kowalscy musieli ustalać warunki umowy i za każdym też razem ich żądania podpisania umowy i przedstawiania kosztorysów budziły niechęć fachowców. W wolnych chwilach skrupulatnie uzupełniali dokumentację. Wreszcie Kowalscy wprowadzili się do własnego domu, nie mogąc uwierzyć, iż wbrew obiegowym sądom, że „niemożliwe jest zacząć budować”, dobrnęli do szczęśliwego końca. Przeszedłszy tę gehennę budowlaną byli święcie przekonani, że „wszystkie przepisy w jakimś stopniu utrudniają budowę, ale najgorsza jest niekompetencja urzędników” i ich „ważność”. Tyle Kowalscy. Wnioski z ich, a więc Państwa opowieści są jednoznaczne. Nieprecyzyjność zapisów prawnych i brak jednolitej wykładni oraz zbiurokratyzowanie i rozczłonkowanie procesu inwestycyjnego (wynikające ze zbyt dużej liczby instytucji ustawowo zobligowanych do podejmowania decyzji) prowadzą do powstania chaosu biurokratycznego. Demoralizuje on zarówno urzędników zmuszanych do samodzielnej interpretacji przepisów prawnych, jak i petentów, stykających się z tą arbitralnością decyzyjną, częstokroć wspieraną przez korupcję. Historia Kowalskich po raz kolejny uświadamia nam, iż obecna polityka mieszkaniowa jest czynnikiem hamującym rozwój budownictwa i niezbędne jest wprowadzenie kompleksowych zmian w systemie prawnym, finansowym i gospodarki gruntami, które umożliwiałyby ich harmonijne współdziałanie. Ten cel, jak i chęć uczynienia „polityki mieszkaniowej bardziej przyjaznej ludziom” przyświecał „Gazecie Wyborczej”, Wydawnictwu MURATOR i Fundacji DOM DOSTĘPNY, gdy przystępowały do inicjacji akcji społecznej „Mieszkać po ludzku”. Mamy nadzieję, że Kowalscy się do niej przyłączą.

Roentgen nasz pan

Z troską myśląc o „niestabilnej polityce podatkowej”, stawce VAT na materiały budowlane, wciąż rozrastających się kosztach budowy i „zbyt niskich ulgach budowlanych” postanowili zaciągnąć kredyt bankowy. Jednak wysokość stopy procentowej, „skomplikowana procedura uzyskania kredytu” oraz „ilość żądanych zabezpieczeń, które na dobrą sprawę dowodzą, iż kredyt nie jest potrzebny” wydały się Kowalskim porażające. Jakoś przebrnęli przez kolejnych specjalistów ds. kredytów, mężnie znosząc ich „urzędniczą arogancję”, ale cala „akcja” trwała „absurdalnie długo, bo papierki wszędzie muszą odleżeć i nabrać mocy urzędowej”.

Przez trudy do gwiazd

Tak biegając po urzędach, starając się o kolejne pieczątki i „wymagane 100 uzgodnień i zezwoleń”, Kowalscy zastanawiali się nad „tępotą niektórych urzędników mających problemy z interpretacją przepisów” i powoli skłaniali się ku wnioskowi, że nietypowe równanie „Nowe prawo budowlane + urzędnicy nie do przeskoczenia = samowola budowlana” ma jakiś głębszy sens. Zupełnie wykończeni formalnościami wstępnymi polegającymi głównie na „odwiedzeniu zbyt wielu urzędów”, z teczką pełną niezbędnych dokumentów, a więc: projektem budowlanym wraz z koniecznymi opiniami, uzgodnieniami i pozwoleniami wymaganymi przez przepisy szczególne, dowodem potwierdzającym prawo dysponowania nieruchomością na cele budowlane oraz decyzją o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu, udali się do urzędu rejonowego, aby złożyć wniosek o pozwolenie na budowę. Po uzyskaniu i uprawomocnieniu się tegoż, Kowalscy mogli wreszcie przystąpić do uregulowania kwestii finansowych.

Wampir energetyczny?

Jeszcze tylko należało uzyskać potwierdzenie odpowiednich organów o zapewnieniu dostaw mediów i warunki przyłączenia sieci wodociągowych, kanalizacyjnych, cieplnych i telekomunikacyjnych. Niemal na skraj załamania nerwowego doprowadziły ich zasady płatności za wykonanie przyłączy, niedookreślone przez ustawodawcę: Zakład Energetyczny, z butą monopolisty, nie wykazywał chęci do partycypowania w kosztach wykonawczych, usiłując we wszystkie wydatki „wmanewrować” Kowalskich. Jakby urządzenia doprowadzające media z chwilą podłączenia ich do sieci ustawowo stawały się własnością zleceniodawcy, a nie Zakładu. Także rozmowy dotyczące przydziału mocy i terminów robót wykonawczych nie przebiegały bezkonfliktowo.

Sonata projektowa

Znalezienie projektanta okazało się niełatwe, toteż udali się po pomoc do urzędu gminy niestety, potwierdziły się zasłyszane opinie, że „największym problemem w budownictwie są urzędnicy. Pozbierali się tam w urzędach rejonowych przeważnie ludzie z lat 70-80 i potworzyli prawie że mafie projektowe. Robią niesamowite chały, biorą za to duże pieniądze, a nikt ich nie kontroluje. Powinien powstać przepis prawny zabraniający urzędnikom i inspektorom urzędów wykonywania projektów na swoim terenie, gdyż inaczej łapówek nie da się wyeliminować”. Niemniej projekt powstał, z owymi „planami, mapkami na wszystko, do przesady”, i co najważniejsze, uzgodniony i zatwierdzony przez wszystkich upoważnionych.

Gminne sekrety

Zgodnie z wytycznymi ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym Kowalscy udali się do urzędu gminy, aby uzyskać miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego i ustalić status swojej działki określony przez władze lokalne. Modlili się, żeby znajdowała się ona na terenie przeznaczonym pod jednorodzinne budownictwo mieszkaniowe, gdyż podejrzewali, że „plany zagospodarowania przestrzennego są praktycznie nie do ruszenia. Zmiana przeznaczenia terenu bądź wyłączenie go z gospodarki rolnej czy leśnej, to prawie sprawa nie do załatwienia. Architekt miejski czy gminny to bóg i car, który, jak będzie chciał to da lub nie. I nieważne jest uzasadnienie”. Odczekawszy swoje, gdyż biurokracja ma swoje prawa, Kowalscy uzyskali ten bezcenny dokument lokalizacja ich działki okazała się optymalna, chociaż pewną niechęć wzbudziła w nich konieczność dostosowania swych planów do wyznaczonych przez gminę linii zabudowy, stylu architektonicznego czy wskaźników intensywności zabudowy. Teraz mogli wystąpić z wnioskiem o określenie warunków zabudowy i zagospodarowania terenu. I ponownie poraziła ich „niekompetencja urzędników, bałagan w urzędach” oraz „zbyt długie terminy oczekiwania na wydanie decyzji”. Zastanawiając się nad celowością narzuconych im minimalnych parametrów i odległości między obiektami na działce, przystąpili do opracowywania projektu budowlanego.

Prawo

Kowalscy postanowili zbudować dom. Działkę już mieli, i to budowlaną, co oszczędziło im zapoznawania się z procedurami „odrolniania”, oczekiwania na decyzje nieskorych do pośpiechu urzędników i ponoszenia kosztów tej operacji. Zadowoleni z tego, z zapałem przystąpili do studiowania przepisów prawnych. Nowe Prawo budowlane okazało się świetną ilustracją twierdzenia, że im dalej w las, tym więcej drzew. Nadmierna liczba przepisów, odsyłanie do innych aktów prawnych, niejasność zalecanych przez ustawodawcę rozwiązań oraz ich niezborność będąca odbiciem zawikłanej historii prawa budowlanego zrodziły straszną myśl: czy brak jednolitej wykładni prawnej nie będzie przyczyną samowoli interpretacyjnej urzędników?

Armatura instalacji wody pitnej

Przeglądając czasopisma dotyczące tematyki instalacyjnej zwraca uwagę fakt, że większość zagadnień poruszanych w różnych artykułach dotyczy tematów związanych z instalacjami grzewczymi. Jest to zrozumiałe ze względu na dominującą rolę kosztów centralnego ogrzewania w budżetach domowych. Jak dotąd bardzo wielu odbiorców wody rozlicza się według ryczałtu. Ten stan ulega jednak powolnej zmianie, rosną bowiem jednostkowe koszty wody zimnej. Należy również pamiętać, że nie są one jedynym problemem związanym z eksploatacją instalacji hydraulicznych zarówno grzewczych jak i wody pitnej. Niezawodna praca instalacji, bezpieczeństwo, trwałość, komfort obsługi to czynniki, na które coraz częściej zwracamy uwagę. Przyjrzyjmy się kilku typowym problemom związanym z użytkowaniem instalacji wodnej. Korzystając codziennie z wody zimnej dostarczonej z domowych instalacji hydroforowych lub sieci wodociągowej niejednokrotnie stwierdzamy bardzo złą jakość wody. Widoczne ilości piasku, rdzy i innych osadów mogą powodować korozję oraz liczne awarie urządzeń pracujących w instalacji. Innym problemem pojawiającym się na co dzień jest konieczność częstej wymiany uszczelek w bateriach łazienkowej lub zlewozmywakowej. Powodem tego jest nadmierne ciśnienie w instalacji wodnej. Często bywa tak, że w okresie małego poboru wody, szczególnie w nocy, ciśnienie wzrasta do poziomu , który może okazać się szkodliwy dla urządzeń pracujących w instalacji tj. pralki, zmywarki lub baterii.